Poniżej artykuł z Gazety Wyborczej. Przedtem zamieszczam mój komentarz. Jest to typowy przykład polskiej delegacji (czytaj wycieczki) na Tajwan.
x
x
x
x
Różnego rodzaju delegacje przyjeżdżają tu za pieniądze państwowych sponsorów (rządy Polski, Tajwanu lub UE) spotykają się z oficjelami, zwiedzają Tajwan. Pieczołowicie zbierają rachunki oraz robią ładne sprawozdania. W tych sprawozdaniach wspominają o “skomplikowanej sytuacji” Ekonomicznej, politycznej, kulturowej – do wyboru i na tym się kończy.
Główny problem w tego typu delegacjach jest to że przyjeżdżają bez gotowego projektu. Liczą na to że inwestorzy będą pchać się drzwiami i oknami. A tymczasem Tajwańczycy nawet o przyjeździe tych delegacji nie wiedzą.
Wiem że Tajwan to straszne daleko do Polski, skrajnie inna kultura i język. Totalnie obce terytorium. To odstrasza i nie dodaje odwagi. Ale to także cywilizowany kraj. Żeby cokolwiek na Tajwanie zrobić (w tym np biznes) trzeba mieć kontakty, znajomości (guanxi ) Żeby je wyrobić trzeba dużo osobistych spotkań i polecenia. Przedtem trzeba ich jeszcze poszukać.
Delegacje są tu z reguły 5 dni.To mało żeby dopiero tutaj się kimś zapoznawać. Dlatego delegacje powinny się już znać z kim się spotkać, 2 miesiące wcześniej korespondować ze sobą. Ktoś powinien za was na miejscu pielęgnować te kontakty Teoretycznie powinno to robić Warszawskie Biuro Handlowe, bo nikogo innego nie ma
Powinni mieć ofertę. Nie wiele ofert, ale za to jedną. Jedną ale za to dobrze przygotowaną. Z konkretami dot. załatwiania wszystkich zaświadczeń i pozwoleń. Tak żeby Tajwańczyk wykładał swoje, własne pieniądze na praktycznie gotowy i domknięty projekt. Jego nie interesują polskie przepisy oraz to jak Polsce jest zimna jest zima i ile osób w tym czasie zmarło z zimna (przykład prawdziwy)
Na Tajwanie duże znaczenie ma pieniądz, większe niż w Polsce. Dlatego pierwsze pytanie które postawi Tajwańczyk to : kiedy ja będę miał z tego zysk ? I będzie oczekiwał konkretnej daty.
Polska nie może konkurować z innymi krajami rozwinięta infrastrukturą czy niskim kosztami pracy. Nasza przewaga to dotacje europejskie. W chinach czy Indiach tego przecież nie ma. Dlatego najlepiej wsiąść ze sobą jakiegoś specjalistę od tych dotacji. I żeby on sprawiał wrażenie że bez problemu je uzyska, a nie opisywał trudności ich uzyskaniem.
Wielkim sukcesem delegacji będzie już jeden podpisany kontrakt. Jeden ale realny. a nie “nawiązanie kontaktów” czy “wizyta kurtuazyjna”
Była kilka lat temu, na Tajwanie w delegacji jedna posłanka Sejmu RP. Przyjechała jako obserwator międzynarodowy by obserwować wybory. Przyjechała około 4 dni przed wyborami. Tajwański MSZ bardzo godnie ja powitał, przydzielił tłumacza mówiącego po polsku. Tydzień przed wyborami Tajwańczycy pokazali jej wszystkie atrakcje turystyczne wyspy. Pech chciał że dzień wyborów przypadał akurat na Wielkanoc. Wybory odbywały się w sobotę, posłanka wyjechała z Tajwanu dzień wcześniej, w piątek bo “chciała spędzić święta razem z rodziną” Wybory mimo wszytko się odbyły.
Poniżej tekst z Gazety Wyborczej
Co przywiózł prezydent z Tajwanu? Miłe wspomnienia tamtejszych widoków czy też konkretne widoki na współpracę biznesową? Magistrat milczy. Miejscowi uczestnicy spotkań mówią zaś o słabym przygotowaniu radomskiej delegacji do rozmów
Dlaczego? Choćby dlatego, że radomska delegacja poleciała bez tłumacza. A – jak się okazało – jej członkowie słabo znali język angielski. W każdym razie nie na tyle dobrze, aby – jak wynika z relacji osób, które spotkały się z tam radomianami – samodzielnie prowadzić rozmowy. Wsparcia udzielili im mieszkający w Taipei Polacy.
Przypomnijmy, po wizycie w Radomiu szefa Biura Gospodarczego i Kulturalnego Taipei (to przedstawicielstwo Tajwanu w Polsce) Davida Liu, do Tajwanu zaproszono delegację władz naszego miasta. Polecieli: prezydent Andrzej Kosztowniak, Artur Łepecki, pracownik referatu marketingu miasta w kancelarii prezydenta, oraz Marian Sułek, prorektor ds. badań naukowych Politechniki Radomskiej. Koszty sześciodniowej wizyty radomskiej delegacji (przelot i pobyt) pokrył rząd Tajwanu.
- Chodzi o nawiązanie kontaktów z miejscowymi firmami i zarekomendowanie Politechniki Radomskiej. Nasza uczelnia ma nadzieję rozpocząć współpracę z tamtejszymi uczelniami. Dlatego zabrano materiały o kierunkach studiów i wydziałach politechniki, które mogłyby współpracować z tamtejszym środowiskiem naukowym – wyjaśniała nam przed tygodniem rzeczniczka magistratu.
Ile z tych planów udało się zrealizować, nie wiadomo. Mimo że od powrotu minął tydzień, prezydent na temat wyjazdu milczy.
“Gazeta” wysłała więc do biura prasowego magistratu pytania. Prosiliśmy m.in. o ocenę wizyty i informacje, czy i z kim podpisano jakiekolwiek dokumenty o współpracy. Pytaliśmy o to, w jaki sposób promowano Radom, czy zabrano i prezentowano jakieś materiały promocyjne, czego one dotyczyły i w jakim języku były przygotowane. Dociekaliśmy, czy delegacji towarzyszył tłumacz, czy też uczestnicy delegacji sami prowadzili rozmowy i w jakim języku, czy udało się nawiązać kontakty z ewentualnymi inwestorami zainteresowanymi inwestowaniem w naszym mieście? Jeśli tak, to z jakimi? Czy promowano radomskie firmy, jeżeli tak, to jakie? I dlaczego panu prezydentowi towarzyszył w czasie wizyty pracownik jego kancelarii, a nie np. ktoś z biura strategii miasta i relacji inwestorskich?
Pytania wysłaliśmy po niepokojących informacjach, jakie otrzymaliśmy od uczestników spotkań z radomską delegacją na Tajwanie. To Polacy mieszkający na wyspie.
“Pan prezydent i pan Łepecki nie mówili po angielsku ani po chińsku. Nie mieli przygotowanej oferty inwestycyjnej. Na jednym ze spotkań padło pytanie o możliwości inwestycji, pan prezydent opowiadał, jak trudno w Polsce inwestować. O ewentualnej współpracy Radom – Tajwan panowie wypowiadali się raczej ogólnie. Wspominali o umowie z Uniwersytetem Tajwańskim. Wszystko bez konkretów” – relacjonuje jedna z osób, które towarzyszyły radomianom. Inna potwierdza, że na pytanie o współpracę inwestycyjną nie padła konkretna odpowiedź. Rozmówca otrzymał za to CD-ROM z filmem promocyjnym o Radomiu w języku polskim i drugi z filmem o tworzeniu portu cywilnego na Sadkowie w języku angielskim.
“Nie wiem więc nic o żadnych konkretnych projektach, inwestycjach promowanych na Tajwanie. Dziwiło to wiele osób na Tajwanie, dziwiło też, że obie osoby reprezentujące miasto (p. prezydent i p. Łepecki) nie mówią po angielsku. Był tłumacz zorganizowany przez stronę tajwańską” – relacjonuje inny uczestnik spotkań.
Nasi rozmówcy z Tajwanu zwracają też uwagę na program wizyty radomskiej delegacji. Obok spotkań w parku technologicznym, urzędzie miejskim w Taoyuan, Warszawskim Biurze Handlowym w Taipei, na Politechnice w Taipei, czy Centrum Promocji Rękodzieła, połowa punktów programu dotyczyła zwiedzania atrakcji turystycznych. Radomianie obejrzeli: National Palace Museum, Stare Miasto w Tanshui, Nocny Rynek
Jak relacjonują nasi rozmówcy, w czasie spotkań z gospodarzami Artur Łepecki próbował zainteresować ich inicjatywą powołania Stowarzyszenia Przyjaźni Polsko-Tajwańskiej.
Idąc tym tropem, w internecie znaleźliśmy stronę www.przyjacieletajwanu.pl. Strona istnieje od 2008 r. Jest tam m.in. relacja z wizyty przedstawiciela rządu tajwańskiego w Radomiu wraz ze zdjęciami, na których widać i prezydenta Kosztowniaka, i Artura Łepeckiego. Administratorem strony jest “Artur”.
Zapytaliśmy magistrat, czy jest to przedsięwzięcie Artura Łepeckiego, pracownika kancelarii prezydenta. Łepecki został zatrudniony w Urzędzie Miejskim w Radomiu w marcu 2008 r. w wydziale projektów strukturalnych i strategii miasta z zadaniem szukania dla Radomia inwestorów oraz prowadzenia kampanii promocyjnych miasta na Wschodzie. Był wówczas studentem teologii. Gdyby to on administrował stroną i zamieszczał tam treści, musiałby to robić, co wynika z informacji na stronie, w godzinach pracy urzędu.
Samą stronę zaś stworzył i obsługuje inny pracownik urzędu miejskiego. Wykonał ją pod szyldem swojej firmy MMSerwis miejski informatyk Marcin Majewski (pisaliśmy o nim na początku roku, gdy wyszło na jaw, że bez zgody przełożonych wykonał za pieniądze stronę internetową straży miejskiej). O to także zapytaliśmy magistrat. Shilin, Mauzoleum Chiang Kai-sheka, budynek Taipei 101 i miasto Lukang.




paź 04, 2010 @ 00:22:20
Kotoś sobie darmową wycieczkę na Tajwan zafundował. I tyle…
paź 16, 2010 @ 20:51:34
Ładnie to napisałeś, Michale, konkretnie i przekonująco. A co najważniejsze, to wszystko prawda :- ) Tak trzymać.